Mamy coraz większy dostęp do naprawdę dobrej herbaty. Do liści innych, lepszych jakościowo i ciekawszych, niż pył zamknięty w torebkach pod żółto-czerwoną banderą. Betonowa dychotomia między sypaną a torebką, ewentualnie czarną a zieloną herbatą, powoli „puszcza” i zastępowana jest przez bardziej subtelne rozróżnienia. Poznajemy oo-longi, pu-erhy, mniejsze lub większe stopnie oksydacji, kraje pochodzenia, rytuały gong-fu cha… Ale pomiędzy dwiema skrajnościami – ignorancją a geekowym wtajemniczeniem zostaje spora luka, którą próbuje wypełnić Crusio Tea Maker.
Jeśli nie zalewanie wrzątkiem torebek z miałem w kubku, ale też nie cha pany, shiboridashi, szczypce i niuchary, to jak w prosty sposób zaparzyć dobrą herbatę? Tak zwyczajnie, bez gimnastyki i wypowiadania zaklęć? Ano da się i to nie tylko w sposób banalny, ale też szybko i praktycznie.
Jedną z podstawowych rzeczy w parzeniu herbaty jest oddzielenie w odpowiednim momencie naparu od liści. Herbata parzona zbyt długo smakuje cierpko i gorzko. Odpowiedzialne są za to zawarte w niej garbniki, które w dużym stężeniu powodują te nieprzyjemne doznania smakowe. Crusio Tea Maker to holenderski zaparzacz oparty na niezwykle prostym patencie. Z wyglądu przypomina dużą filiżankę. Na jego dnie umieszczone jest bardzo drobne sitko filtrujące z ruchomą zapadką. Plan działania jest trywialny!
Możesz też łatwo eksperymentować – z różnymi dozami herbaty lub wody, temperaturą, czasem parzenia, mieszaniem, preinfuzją, przepłukiwaniem suszu przed właściwym zaparzeniem…
Największa pojemność jaką oferuje zaparzacz to około pół litra. Crusio Tea Maker zbudowany jest z wysokiej jakości plastiku, dlatego można bez obaw myć go w zmywarce. Wyposażony jest w górną pokrywę, która pomaga w utrzymaniu temperatury podczas infuzji. Zdjęty z powrotem na blat, nie przecieka. Dzięki łatwo wyjmowanemu sitku, czyszczenie również okazuje się mało skomplikowaną czynnością.
Te cechy sprawiają, iż Crusio Tea Maker nada się perfekcyjnie nie tylko do domu, ale też ruchliwej kawiarni czy restauracji. Wydaje się zatem być kompromisem wysokich
lotów. Co prawda plastikowi daleko do właściwości cieplnych ceramiki czy glinki, lecz mimo wszystko, w tym przypadku dobrze idzie w parze również z szybko i łatwo. A w brutalnej rzeczywistości promocje nie łączą się ze sobą zbyt często.
Parzone przeze mnie herbaty – zielony Joongjak, pu-erh, biały Pai Mu Tan oraz czarny Cejlon – smakowały tak, jak mają w zwyczaju: klarownie, słodko, charakternie i po prostu dobrze!
Jeśli chcesz zanurkować głębiej w świat dobrej herbaty, sprawdź artykuły Justyny! Niektórzy twierdzą, że herbata to nowa kawa. Dla mnie to dwa kompletnie różne mentalnie światy. Warto poznać obydwa, tym bardziej, że nigdy nie było łatwiej, niż dziś.
Jeśli Earl Grey kojarzy Ci się wyłącznie z szybką, nudną herbatą wypitą do ciastka po…
Są miejsca w Warszawie, które zawsze tętnią życiem. Nowy Świat zdecydowanie do nich należy. Właśnie…
Kategoria kaw specialty dojrzewa. Obok rozmów o fermentacjach, odmianach botanicznych i terroir coraz częściej pojawia…
Jak wygląda kontrola jakości w kawie speciality zarówno na początku, jak i na końcu procesu…
Skoro zima tak zawzięcie się nas trzyma, let’s make the most of it. Jeszcze kilka…
Filtry do kawy to mój konik. Pierwszy artykuł, który napisałem na bloga Coffeedesk traktował właśnie…
Ta strona używa cookies.
Więcej