Lifestyle

Czy możemy nawracać na dobrą kawę?

Jakie mamy moralne prawo, jako kawiści, zawodowcy i amatorzy kawy segmentu specialty aby przekonywać ludzi do wyższości jej nad klasyczną rozpuszczalką czy zalewaną po babcinemu kawą po turecku?

Czy mamy słuszność, kiedy otwieramy nieuświadomionym oczy na to, jak interesująca może być kawa? Ile smaku możemy z niej wyciągnąć, nie dodając do niej cukru ani mleka, że mechaniczna czynność wykonywana co rano może stać się miłym rytuałem? I najważniejsze pytanie:

Czy w ogóle jesteśmy w stanie przekonać sceptyków?

Warto w tej kwestii zwrócić uwagę na pewną tendencję – nieubłaganie wzrasta nasza świadomość. Zaczynamy zwracać uwagę na to, jakie produkty wybieramy, czy polityka ich firmy zgadza się z naszymi poglądami. Dociekamy i nie dajemy się oszukiwać. Era bezmyślnych konsumentów podążających za dyktaturą reklamy powoli dobiega końca.

wanna coffee?

Dlaczego nie wykorzystać tego procesu do szerzenia naszej kawowej propagandy? Nic nie stoi na przeszkodzie, o ile zrobimy to umiejętnie, wykorzystując naszą wiedzę i urok osobisty w sposób nieagresywny.

O czy powinniśmy pamiętać agitując czarną kawę?

Po pierwsze: Nie bądźmy impertynenckimi bucami! Nie krzywimy się, nie marszczymy i nie przewracamy oczami na widok kawy rozpuszczalnej zalewanej przez znajomego. Nie róbmy nadętej miny, tylko zacznijmy rozmawiać! Komunikacja międzyludzka jest kluczem do wszelkiego sukcesu. Zapytajmy, dlaczego taka, a nie inna kawa? W przyjacielskiej pogawędce przemyćmy parę kawowych faktów, obalmy kilka mitów.

Po drugie: Pamiętajmy, że snobizm intelektualny jest bardzo nieprzyjemny. Nie rzucajmy branżowymi terminami, które dla naszego współrozmówcy będą tylko bełkotem. Udowadnianie komuś niewiedzy nie jest wcale przyjemnym procesem, a już na pewno odstrasza potencjanych, przyszłych kawowych adeptów. 

Po trzecie: Poznanie przez doświadczenie. Zabierzmy kogoś na kawę! Przyjemnych kawiarni specialty w Polskie nie brakuje. Można też dokonać prezentacji w zaciszu domowym, jeśli już zostałeś homebaristą. Warto pamiętać o tym, żeby nie przestraszyć kogoś zaskakującym (dla nowicjusza) smakiem Kenii czy innej Etiopii. Jeśli naszą misją jest nawracanie i uświadamianie krewnych i znajomych, warto zaopatrzyć się w kawę o klasycznym profilu smakowym, a Brazylia w 99% przypadku sprawdzi się w tej roli doskonale. 

Możesz wybrać sobie kilka kaw stąd.

Bądźmy wyrozumiali, nie tak łatwo walczy się z przyzwyczajeniami. Old habits die hard. Cierpliwość w tym przypadku będzie naszą cnotą. Jeśli próbujący zaraz po postawieniu przed nim filiżanki pyta o cukier, nie oburzaj się, że jak to do Twojego wybornego dripka chcą cukier sypać i bezcześcić?! Może jeszcze mleko?!  Poradź spróbować najpierw kawy bez cukru, świat się nie skończy jeśli po pierwszym łyku ktoś zdecyduje się jednak dosłodzić. 

Okej, pierwszy raz za nami

Jeśli udało nam się zasiać ziarno zainteresowania, ba, jeśli w ogóle padła decyzja o spróbowaniu, odnieśliśmy sukces. Teraz staniemy przed kolejnym zadaniem. Nie możemy przecież nowonarodzonego, uświadomionego kawosza zostawić z jego słoikiem rozpuszczalnej kawy. Przyjdzie taki dzień, kiedy zgłosi się on do nas po radę. Tutaj pojawia się kolejna zasada. Nie możemy przestawić kosztorysu kawowej wyprawki na tysiąc złotych jeśli mamy do czynienia ze zwykłym zjadaczem chleba. Opcji mamy oczywiście chmarę. W zależności od upodobań możemy proponować różne sprzęty – dla miłośników americano dobrym rozwiązaniem będzie kawiarka, tych których pochłonęła kawowa alternatywa zadowoli aeropress, później będzie można pomyśleć o poszerzeniu domowego asortymentu o młynek, wagę i czajnik. Na początku przygody wystarczy podstawowy sprzęt kuchenny, a w miarę zagłębiania się w temat potrzeby same się nasuną. 

Możecie też podsunąć im tekst z coffeedeskowego bloga o tym, jak za kilkadziesiąt złotych można mieć cały zestaw do parzenia dripa!

Czy warto z zapałem godnym lepszej sprawy walczyć o jakość kawy w kubku nie tylko naszym, ale i naszych najbliższych? Dlaczego nie opowiadać o tym, co nam sprawia przyjemność? Kiedyś z ust mojej drugiej połówki usłyszałam, że zachowuję się jakbym tą kawą chciała świat zbawić. Czy zbawię? Z pewnością nie! Ale nie oszukujmy się – świat z kubkiem dobrej kawy jest o wiele przyjemniejszym miejscem niż bez niego.

Dorota Brzozowska

Chociaż opuściła kołobrzeską kawiarnię wspiera Coffeedesk na odległość. Pije czarną kawę, wychowuje czarnego kota i studiuje filozofię.

Disqus Comments Loading...
Share
Published by
Dorota Brzozowska

Recent Posts

Nowa kawiarnia Coffeedesk przy Rondzie de Gaulle’a w Warszawie

Są miejsca w Warszawie, które zawsze tętnią życiem. Nowy Świat zdecydowanie do nich należy. Właśnie…

7 dni ago

LOW CAF – nie tylko trend, ale kierunek rozwoju palarni!

Kategoria kaw specialty dojrzewa. Obok rozmów o fermentacjach, odmianach botanicznych i terroir coraz częściej pojawia…

3 tygodnie ago

Dlaczego w kawie warto być control freakiem, czyli o kontroli jakości w wersji specialty

Jak wygląda  kontrola jakości w kawie speciality zarówno na początku, jak i na końcu procesu…

4 tygodnie ago

Crunchy hojicha hot chocolate, czyli zimowy komfort w kubku

Skoro zima tak zawzięcie się nas trzyma, let’s make the most of it. Jeszcze kilka…

1 miesiąc ago

Hario Meteor – recenzja nowych filtrów typu “fast flow”.

Filtry do kawy to mój konik. Pierwszy artykuł, który napisałem na bloga Coffeedesk traktował właśnie…

1 miesiąc ago

Czajniki typu gooseneck – porównanie!

Gooseneck nie służy do gotowania wody. Służy do tego, żeby w przelewie przestać improwizować i…

2 miesiące ago

Ta strona używa cookies.

Więcej