Filtry do kawy to mój konik. Pierwszy artykuł, który napisałem na bloga Coffeedesk traktował właśnie o nich. Starałem się w nim wskazać, jak bardzo użycie konkretnego modelu może wpłynąć na rezultat parzenia. W istocie bowiem ten niepozorny kawałek papieru może zadecydować o powodzeniu lub porażce. Jest w stanie pomóc uporać się z kapryśną kawą, a czasem nawet i wybrnąć z sytuacji teoretycznie bez wyjścia, jak parzenie przelewowe bardzo ciemno palonych ziaren.
Kiedy do filtrowej oferty Coffeedesk trafił nowy model Hario o nazwie Meteor od razu zgarnąłem go na testy, a kiedy padło pytanie o recenzję tych filtrów – nie wahałem się ani chwili.
Szybko i wściekle
Filtry Hario Meteor to prawdziwa bestia, która wystrzeli w kosmos swoje dripy. Mają najpopularniejszy kształt V i kąt rozwarcia 60 stopni, który pasuje do większości dripperów różnych producentów. Są wykonane z naturalnej pulpy drzewnej wymieszanej z włóknami Abaca, ale w odróżnieniu od “typowych” filtrów splot i gęstość jest zoptymalizowana celem zapewnienia ultra szybkiego przepływu. Oznacza to, że przy danym mieleniu i przy użyciu tego modelu filtrów woda będzie przepływać przez kawę dużo, dużo szybciej w porównaniu do tradycyjnych filtrów. Dodatkowo, niższa gęstość materiału pozwala na przeciśnięcie się przez jego pory większej ilości lipidów a zatem zmianę tekstury i balansu smakowego.
Wszystko fajnie, ale co to oznacza w praktyce?
Filtr? Czy sokowirówka?
Mówiąc krótko – połączenie:
- drobnego mielenia (naprawdę drobnego),
- relatywnie krótkiego czasu parzenia(2:20 – 2:40 min),
- szybkiego flow (woda nie zwalnia, ani nie zatrzymuje się w dripperze),
Daje intensywny, niesamowicie soczysty, pełny i kompleksowy napar. Jakby wyciągnąć z ziaren ich najlepsze cechy i postawić w świetle reflektorów. I to bez sztucznego retuszu. Czysta fizyka.
Chodzi bowiem o to, że perkolacja, czyli parzenie w przepływie jest najbardziej efektywne, gdy ten przepływ jest stabilny i ma odpowiednie tempo. Woda ma wówczas możliwość efektywnie wypłukiwać z ziaren to, co najlepsze.
- Skoro przepływ jest szybki, możemy zmielić drobniej.
- Skoro mielimy drobniej, możemy wyciągnąć więcej.
- Skoro wyciągamy więcej, smak jest intensywniejszy i bardziej złożony.
- Ponieważ filtr się nie zatyka, parzenie nie trwa zbyt długo, nie ma problemu z ciężkim i goryczkowym smakiem.
Żyć nie umierać, prawda..?
Miecz obosieczny
Jest jedno “ale”. Ponieważ cały proces jest tak dynamiczny – wszystkie parametry wejściowe muszą być dopieszczone. Dokładnie jak w parzeniu espresso.
Oznacza to, że zastosowana technika parzenia, odpowiednie mielenie, jakość wody – to wszystko musi grać. Jeśli zagra – mamy symfonię. Jeśli nie – mocno to odczujemy. Czy wniosek jest z tego taki, że są to filtry tylko do użycia z najlepszym i najdroższym sprzętem i filtrami odwróconej osmozy? Absolutnie nie. Są to jednak filtry dla osób, które lubią i chcą eksperymentować. Na końcu starań czeka bowiem nagroda za włożony wysiłek.
Bez ryzyka nie ma zabawy 🙂
Cieszę się, że z upływem lat dalej pojawiają się produkty, które wnoszą coś nowego, pozwalają na eksplorowanie nowych sposobów przygotowania jakościowej kawy. Hario Meteor są takim narzędziem. Wymagającym zaangażowania, ale wynagradzającym włożony wysiłek smakiem kawy, który ciężko jest osiągnąć innymi metodami. I to jest gra warta świeczki.
Jeśli szukacie czegoś nowego i ekscytującego lub macie ambicję jeszcze bardziej podnieść jakość swoich przelewowych wybryków dajcie Hario Meteor szansę. Warto!









