– Trzeba zadbać o zdrowie… Chodźmy w niedzielę pobiegać – szepnął mi kilka lat temu kolega. Na pierwszy strzał bierzemy dystans siedmiu kilometrów i mało uczęszczaną w weekend – jak nam się zdaje – drogę przy strefie przemysłowej.

Leniwy niedzielny jogging szybko zamienił się w ucieczkę przed krwiożerczym kordonem tirów, osobówek i autobusów. Kiedy w końcu dobiegliśmy do zaplanowanego miejsca, usiedliśmy zdyszani i odpaliliśmy po papierosie…

– No, od razu czuję się zdrowszy! Musimy tak zaczynać każdy dzień – wykrztusił z siebie rzeczony kolega, kojąc tytoniem posmak spalin i kołatające serce.

kawa, świder, bieg
Co to ma wspólnego z kawą? I dlaczego bredzę, jakbym skończył oglądać polską komedię romantyczną, przegryzając do seansu LSD zamiast popcornu?

Moi drodzy, gdyby rzecz działa się w miejscu, z którego pochodzą ziarna, które dla Was testowałem, to pamiętny niedzielny jogging z pewnością zakończyłby się znacznie większym sukcesem. A dziś byłbym sławnym maratończykiem. W Burundi bowiem policja zamyka ruch na ulicach w weekendowe poranki i oddaje je do dyspozycji biegaczy…

Dziś przybliżę Wam cztery ziarna z tego afrykańskiego kraju: Fjord Coffee Roasters – Burundi Sehe Collective Filter, Audun Coffee – Burundi Sehe Rugeyo Easter Coffee, a także Burundi Gitwe 98 i Burundi Mikuba 100 z Hard Beans Coffee Roasters. Z góry zaznaczam, że sensoryk ze mnie taki, jak z Wieśka Wszywki kiper, a ziarenka porównywałem jedynie przygotowywane standardową metodą z V60-02.

Fjord Coffee Roasters – Burundi Sehe Collective Filter

Na pierwszy strzał biorę kawę, którą grupa (nasza fejsbukowa grupa Coffeedesk – kawowe wsparcie – przyp. red.) podniecała się, jak pięciolatek wizytą w Lunaparku. Już pierwszy niuch sugeruje mi, że mam do czynienia z czymś, co pochodzi z zupełnie innej galaktyki. Smak? Klasa sama w sobie. Szklanka karaibskiego rumu przełamana gorącą czekoladą. Najbardziej nieoczywista kawa tego roku, po prostu musisz spróbować.

kawa, latte art

Hard Beans Coffee Roasters – Burundi Gitwe 98

Tym razem przenosimy się z karaibskich plaż, do babcinej kuchni pod Chrzanowem. W zapachu wyczuwam jakiś dodatek do ciasta? Przyprawę? Kubki smakowe zdradzają, że rzeczony składnik babcinych przysmaków, to po prostu rodzynki. Połączone z klasyczną, afrykańską malinką. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak smakuje kawa z jedzącej tęczowe chmury żyrafy, którą właśnie wydoił wesoły rastaman (tak jak TUTAJ), to Gitwe 98 jest dla Ciebie.

Audun Coffee – Burundi Sehe Rugeyo Easter Coffee

Podobnie jak w przypadku Fjorda, mam tutaj do czynienia z ziarenkami z prowincji Shibitoke. I jak to mawiał Laska: „Rumu nie ma, ale też jest zajebiście”.

Palarnia wypuściła tę kawkę specjalnie na święta. I rzeczywiście, mogę się tutaj na luzaku doszukać wielkanocnej babki. Burundi od Audun Coffee smakuje jak śniadanie wielkanocne w modnej, berlińskiej kawiarni speciality.

Hard Beans Coffee Roasters – Mikuba 100

Druga propozycja od Hard Beans to ziarenka z tej samej prowincji co Gitwe 98, jednak tym razem poddane obróbce honey. Wciąż zostajemy przy babcinym stole. Szacowna staruszka pozwoliła sobie tym razem na odrobinę ekstrawagancji i dorzuciła do klasycznego ciasta z kruszonką i śliwkami, silny posmak grejpfruta. Dzięki babciu! Idealne na niedzielnego kaca!