Kiedy ponad trzy lata temu zaczynałam swoją przygodę z Coffeedesk nikt, nawet ja, nie przypuszczał, że moje ulubione zwierzę stanie się swoistą maskotką marki. Co poniektórzy pukali się nawet w czoło, gdy na jakiekolwiek polecenie odpowiadałam – poczekaj, teraz maluję kota. Wszak kto by się przejmował tak błahą rzeczą jak jakiś śmieszny malunek na paczce. Przypadkowy żart rysunkowy nabrał z czasem ogromnego znaczenia, zarówno dla naszych klientów jak i nas samych.

Supreme Service

Zaczęło się jak w każdym amerykańskim filmie o wielkich ideach zrodzonych z małego pomysłu. Przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną do pewnego kołobrzeskiego przedsiębiorstwa, które poszukiwało osoby na stanowisko do dumnie brzmiącego działu Customer Service. Jednym z pierwszych i podstawowych pytań jakie usłyszałam, było zapytanie o to, czym dla mnie jest Supreme Service i jak ja to rozumiem.

Oczywiście, biorąc pod uwagę, że był to coffeedeskowy wymysł określający najlepszą obsługę klienta, jedyne co mogłam odpowiedzieć to moje subiektywne odczucia dookoła brzmienia tego wyrażenia. Jednak już wtedy wiedziałam, że jest to coś, co wykracza poza standardy obsługi, takie coś więcej niż bycie po prostu miłym (choć i to wciąż ciężko nazwać normą w wielu miejscach). Moja interpretacja i inne zalety okazały się właśnie tymi, które były poszukiwane na danym stanowisku i poza biurkiem do samodzielnego montażu dostałam możliwość obsługi wszystkich zamówień jakie w tamtym czasie napływały do Coffeedeska.

Historia Kota

Biorąc pod uwagę, że nie od razu Rzym zbudowano, nawet u nas pewne procesy przypominały epokę kamienia łupanego, lub bardziej trafnie – papieru drukowanego. I tak, do każdego zamówienia trzeba było osobno wydrukować fakturkę, osobo wydrukować przewozówkę (czyli etykietę przewoźnika naklejaną na paczkę) i to wszystko razem ze stosownym dokumentem określającym zawartość paczki zanieść na magazyn.

Czynności te były nazywane przez niektóre, bardziej złośliwe koleżanki z biura (czytaj: Panie od faktur) małpią robotą ponieważ ich powtarzalność oraz mechaniczność nie wymagały zbytniej aktywności zwojów mózgowych. Pewnego pięknego dnia (na pewno był słoneczny i ciepły, jak to październik w Kołobrzegu) zauważyłam, że na etykiecie przewozowej znajduje się mnóstwo niewykorzystanego miejsca. W sam raz na jakąś adnotację, w sam raz by coś zmalować! I tak, znając moje figlarne usposobienie i miłość do żarcików dorysowałam komuś kotka. Dlaczego akurat kotka? Odpowiedź jest prosta jak budowa aeropressa. Po prostu tylko kota umiałam narysować.

kot coffeedesk

Ewolucja Kota

Nagle okazało się, że rysowanie komuś kotów jest niesamowicie przyjemne. Ot, taka odstresowująca czynność. Jedni palili papierosy, ja sobie bazgrałam koty.

Zatem jak w szale, każdą paczkę, która przechodziła przez moje łapki z lubością przyozdabiałam kotem i jakimś krótkim wierszykiem, tudzież życzeniami miłego dnia. Z czasem kot zaczął mieć przy sobie różne atrybuty, to filiżankę kawy, to kwiaty (tak, nauczyłam się je rysować). Wtedy przyszedł prawdziwy boom i okazało się, że kot jest na językach naszych klientów w Social Media.

coffeedesk kurier

fot: Nasi Kochani Klienci

coffeedesk przesyłka
Nasi klienci wrzucali swoje paczki z nabazgranym kotem, pisząc, że to najmilsza rzecz, jaka ich danego dnia spotkała. Jeszcze milsza, niż dostawa dobrej kawy – to niebywałe!

Na fali popularności zapotrzebowanie na koty zrobiło się tak ogromne a technika w naszym zakładzie pracy poszła tak do przodu, że w pewnym momencie, zaczęliśmy rysować je na samoprzylepnych wlepkach dostarczanych osobno na magazyn. Tak, by na żadnym zamówieniu nie zabrakło kota.
Oczywiście w natłoku zamówień mogłam też liczyć na wsparcie, razem z Małą Władzią i Karoliną Kosno siedzieliśmy wieczorami rysując w domu setki kotów na paczki.

Koci Outsourcing

Ze wzrostem zamówień i skarg klientów na brak kota musieliśmy zacząć szukać alternatyw, czyli osoby, która miała wspomóc mnie na posterunku rysownika. Tym bardziej, że wraz z rozwojem firmy nie mogłam sobie pozwolić na całodzienne rysowanie, wszak miałam mnóstwo innych obowiązków. I tak oto ziścił się żart, który podczas pierwszej, pracowniczej Wigilii powiedział mi jeden z szefów:

„Zobaczysz, kiedyś będzie tak, że rekrutując do Coffeedeska będziemy sprawdzać czy kandydat umie rysować kota.” (Jeden z Szefów)

Zastanawialiśmy się nad rozwiązaniem i tak pojawił się koci outsourcing, czyli Iga, która po otrzymaniu pierwowzoru przejęła pałeczkę i stała się pierwszym w historii Coffeedeska etatem poświęconym wyłącznie rysowaniu kotów.

coffeedesk

Praca wre.

Proces został usprawniony, ilość kotów na tyle satysfakcjonująca, że mogliśmy w końcu dopilnować, by żadna paczka nie opuściła naszego magazynu bez kota. W końcu była to jedna z najwyższych wartości! Znak jakości na zamówieniu, mały kotek życzący miłego dnia!

Dział Malowania Kotów Dział Malowania Zwierzątek

Na fali popularności rysunków zaczęły pojawiać się prośby o inne zwierzaki. Jako, że nie za bardzo umiałam w coś innego, starałam się ratować żartem

coffeedesk koty

Wyzwania!

Jednak, wbrew pozorom, ten sam żart opowiedziany wiele razy przestaje być zabawny.
A im dalej w las, tym więcej kotów i tak samo było u nas. Nasi klienci zaczęli prosić w komentarzach do zamówień o coraz śmielsze zwierzątka. Ba, pojawiały się także postacie historyczne i ikony popkultury, scenki rodzajowe, portrety oraz… fikuśne siusiaki :O

Dziennie było tego tak dużo, że jednoosobowy etat przemienił się w cały Dział Malowania Zwierzątek (pomachajcie pięknie do Igi, Ani i Pati), którym niestraszne są nawet najtrudniejsze malunki.

Fot: Nasi Kochani Klienci

fot: Nasi Kochani Klienci

Fot: Nasi Kochani Klienci

Kot zaczyna żyć własnym życiem

Kiedy o tym wszystkim myślę, to ogarnia mnie wspaniałe poczucie radości z powołania do życia małej, rysowanej istotki, która realnie wpływa na jakość obsługi i poziom zadowolenia każdego (umówmy się, 90% w końcu nie każdy lubi koty) naszego klienta, który otrzymując paczkę w pochmurny dzień się choć na sekundę uśmiechnie. Może to i banalne, może niebywale romantyczne z mojej strony, jednak swoje przemyślenia opieram na realnych opiniach i feedbacku, który otrzymujemy każdego dnia.

Miłego dnia!

dzień kota

W ramach akcji z Fundacją Ogon Do Góry za każde weekendowe zamówienie przekażemy jedną puszkę karmy dla bezdomnych zwierząt.