Czajnik, waga, stoper, precyzja i cierpliwość. To rzeczy niezbędne do parzenia dobrych kaw przelewowych. Wszystko wygląda pięknie i daje świetne rezultaty, jeśli wiemy, co robimy. Ale gdy nie wiemy, bądź rano kompletnie nie mamy czasu, by odprawiać rytuały nad dripem bądź chemeksem, wtedy z pomocą może przyjść ekspres, który w dużej mierze zastąpi nam manualne znęcanie się nad kawą. Oto Melitta Aromafresh.

Wygoda ponad wszystko

Lubię dobrą kawę. Uwielbiam tę najlepszą. Soczystą, słodką, świeżą, z niuansami, z nutami i smakowitymi ekstatycznymi ekscesami na języku. Aby to osiągnąć, przydaje się precyzyjna waga ze stoperem, czasami nawet i bluetoothem, konewka z wąską wylewką i młynek wart kwotę blisko czterocyfrową. No i precyzja oraz poświęcenie cennej uwagi na przynajmniej pięć – dziesięć minut. W zabieganym, porannym szczycie, gdzie każde pięć minut dłuższego spania, albo czas na nieprzewidziany korek na drodze jest na wagę złota, niekiedy przydałoby się rozwiązanie, które zautomatyzuje pewne czynności. Na przykład robienie kawy. Najlepiej jeszcze bez większej straty na jej smaku, bo kompromisy można osiągać, ale bez przesady!

melitta aromafresh

Stąd rosnąca popularność dobrej jakości ekspresów przelewowych, jak choćby Moccamaster czy Wilfa. Takie sprzęty są wykonane z odpowiednich materiałów, wyglądają ładnie i do tego nie traktują kawy zbyt wysoką temperaturą wody. Jednak nie obejdzie się przy nich bez osobnego młynka i odmierzania odpowiednich proporcji. Więc jest wygoda, bo po wlaniu wody i wsypaniu kawy, magia dzieje się sama i po pięciu minutach mamy gotową kawę, ale jest tu miejsce na jeszcze więcej wygody.

I tu pojawia się Melitta Aromafresh. Firma Melitta jest na rynku kawowym od bardzo dawna. Produkowali filtry do kawy i proste drippery w kształcie ściętego trapezu. Teraz, idąc z duchem czasu, prócz ciśnieniowych maszyn automatycznych, pojawił się ekspres przelewowy nieco bardziej rozbudowany niż większość konkurencji. Mianowicie, Melitta Aromafresh to ekspres przelewowy wyposażony w młynek żarnowy. Do tego ma perfekcyjną funkcję dla śpiochów – timer, dzięki któremu ekspres uruchamia się o odpowiedniej godzinie i zaczyna parzyć kawę! Sprawdziłem, czy tego typu ekspres to duży kompromis w stosunku do ręcznie przygotowywanych kawek.

melitta aromafresh ekspres

Wygląd i podstawowe funkcje

Melitta Aromafresh to bardzo prosta konkstrukcja. Młynek, miejsce na filtr, szklany dzbanek o pojemności 1,5 litra, zbiornik na wodę i niewielki wyświetlacz monochromatyczny. Nie potrzeba wyższego wykształcenia ścisłego, by obsłużyć ekspres. Wszystko jest na proste i można ogarnąć bez sięgania do instrukcji. Zaczynając od góry – znajduje się tam hopper na ziarna oraz 5-stopniowe pokrętło ustawienia grubości mielenia. Ważne jest to, że pojemnik można zdemontować, by dostać się do żaren. Spotkałem się z podobnymi maszynami – przelewowymi i chyba we wszystkich ciśnieniowych – które nie mają takiej możliwości. A jednak o żarna trzeba dbać i co jakiś czas wypada je wyczyścić. Przy okazji można przyjrzeć się żarnom – stalowe, stożkowe, większe niż w najprostszych młynkach elektrycznych. Na plus.

Ponadto otwierana szufladka na dripper, gdzie wsadza się papierowy filtr oraz szklany dzbanek na podgrzewanej podstawce. Ot, cała filozofia ekspresu. Nie jest to może designerskie dzieło sztuki, ale też nie można zarzucić że Melitta Aromafresh to brzydki sprzęt. Uważam, że bez problemu wkomponuje się w większość przestrzeni kuchennych. Choć warto mieć na względzie, że cały ekspres jest dość wysoki, bo blisko 45 centymetrów. Materiały użyte do produkcji to tworzywa sztuczne sprawiające wrażenie trwałych oraz wstawki z matowego aluminium. Drobnym mankamentem, jak dla mnie, jest niewyciągany pojemnik na wodę, tak, jak jest to w przypadku chyba wszystkich automatycznych ekspresów ciśnieniowych. To wygodniejsze rozwiązanie. Warto wspomnieć o sygnalizacji potrzeby odkamienienia i jego wygodnym procesie, uruchamianym przy pomocy jednego guzika.

melitta aromafresh

Parzymy!

Problemem z wszelkiej maści automatami było dla mnie to, że nigdy nie wiedziałem jakie porcje dozuje sobie dany sprzęt, zarówno wody jak i kawy. Zatem na początku postanowiłem wprowadzić trochę elementów z tradycyjnego parzenia metodami przelewowymi i odmierzyłem sobie zarówno porcję kawy jak i wody – 30g i 500ml. Według podziałki na zbiorniku wody, pół litra wody to cztery porcje. Z mieleniem było trudniej, bo musiałem na ślepo ustawić intensywność kawy (a więc ilość ziarenek na wyświetlaczu od jednego do trzech). Dałem dwa i wsypałem do hoppera odmierzoną porcję. Nie pozostało mi nic innego, jak uruchomić parzenie.

Po chwili ruszył młynek. Zaskoczył mnie bardzo swoją cichą pracą. Może nie jest to cisza idealna, ale w porównaniu do innych konstrukcji tego typu, młynek jest nieźle wyciszony, co dla mnie jest dużą zaletą. Okazało się, że dwa ziarenka na wyświetlaczu odpowiadały nieco ponad 30 gramom kawy. Mówię nieco, bo po zjedzeniu wsypanej porcji młynek kręcił się jeszcze przez jakieś dwie sekundy. Założyłem zatem, że ta intensywność będzie mniej więcej odpowiadała standardom rozpowszechnionymi wśród baristów.

melitta ekspres przelewowy

Po niecałych pięciu minutach od wystartowania maszyny w dzbanmku znalazła się pełna porcja kawy. A więc czasy parzenia przyzwoite. Nie za krótkie i nie przeciągnięte. I tu mała uwaga i #protip. Wiem, ze niektórzy używają filtrów Hario V60-02 w ekspresach przelewowych, zaginając stożek na kształt trapezu, bo właśnie takie stosowane są w ekspresach przelewowych. W tym ekspresie to nie zda egzaminu. Zrobiłem tak, bo skończyły mi się trapezowe filtry i w efekcie filtr z Hario V60-02 był zbyt niski. Ścianki zapadły się do środka przy parzeniu pod ciężarem wody i ta swobodnie uciekała sobie bokami. W efekcie kawa była po prostu niesmaczna. Na szczęście trapezowe filtry są powszechnie dostępne w każdym markecie za kilka złotych, więc w nagłej sytuacji nie będzie problemu z zakupem ich. To duża zaleta ekspresu przelewowego.

melitta aromafresh ekspres

Ale co z kawą zaparzoną z odpowiednimi filtrami? Powiem krótko – jest bardzo w porządku. Wsypując do pojemnika dobrej jakości kawę (posiłkowałem się kawami pod przelewy, singlami, zarówno z obróbki naturalnej jak i mytej), używając filtrowanej wody i ustawiając odpowiednie proporcje, kawa smakowała tak, jak powinna. Oczywiście, młynek wbudowany w ten model nie jest młynkiem najwyższej klasy, w końcu cały sprzęt kosztuje nieco ponad 500 złotych. Różnica pomiędzy ręcznie parzonym dripem, z kawą mieloną Comandante i profesjonalną konewką była wyraźna. Jednak wygoda, jaką oferuje Melitta Aromafresh jest nie do przebicia, dając przy tym bardzo rozsądną jakość gotowej kawy. Uważam, że jest to poziom zadowalający zdecydowaną większość osób pragnących dobrej, czarnej, pachnącej kawy o poranku. Ba, doliczając do tego wbudowany timer, zyskujemy naprawdę potężny oręż w nierównej walce z porankami. Kawa z Melitty pokazywała swój charakter zależny od ziaren – począwszy od wyraźnych cytrusów, przez dojrzałe, czerwone owoce, po czekoladę i orzechy. Wyraźnie można było odróżnić mytą Etiopię od Kenii czy naturalnej Kostaryki. Zatem zachowało się to, co musi być w dobrej kawie – jej specyfika smaku. Dołączając do tego wygodę użytkowania, uważam że Melitta Aromafresh to bardzo dobra propozycja dla szukających maksymalnie zautomatyzowanych rozwiązań, ale i dla tych, którzy po prostu cenią wygodę i są w stanie pójść na niewielki kompromis względem smaku.

 

Zamów Teraz!