W trzeciej odsłonie Coffee Spots at Home zapraszamy Was do Wujaszka Liestyle, gdzie pijemy kawę z ekspresu kolbowego La Marzocco, poznajemy pieska Liestyle i rozmawiamy o powolnych rytuałach i sentymencie do klasyki. Michał nie demonizuje americano, nie pije szybkiej kawy przy barze, a w tym roku nie wypił żadnego tonic espresso!
Jak to się stało, że w Twojej kuchni wylądował profesjonalny ekspres kolbowy, jaka jest Twoja kawowa historia?
Moi rodzice pili kawę odkąd pamiętam, zawsze na to patrzyłem i trochę im zazdrościłem, kawa była obecna w moim życiu od najmłodszych lat. Kiedy nadeszła 3 fala kawowa i zrozumiałem trochę więcej, kupiłem sobie Chemex. Ale nie zrozumiałem na tyle dużo, żeby wiedzieć, że trzeba było od razu V60 kupić (śmiech). Ale tak się zaczęło, kupiłem młynek, nie miałem chyba wagi, robiłem kawę na oko. Spodobało mi się, że to było coś innego, że jest cały nowy świat do odkrycia. Przez długi czas myślałem, że specialty to kawa przelewowa. Espresso, przez podróże do Włoch, kojarzyło mi się długo ze spaloną popielniczką. I pamiętam dokładnie, drugie uderzenie pioruna przyszło w Barcelonie. W Nomadzie czy w Satan’s wypiłem takie espresso które smakowało zupełnie inaczej, chciałem to powtórzyć, a najlepiej powtarzać bez końca. Przechodziłem przez różne etapy ekspresów, ale to nigdy nie było to, zawsze czegoś mi brakowało, dopiero z Lamą zaprzyjaźniliśmy się na dłużej.
Jaką kawę pijesz w domu?
To bardzo zależy od pory dnia i tego ile mam czasu. La Marzocco nagrzewa się 20 minut, więc trzeba to parzenie zaplanować. Przelew nie kojarzy się z czymś szybkim, ale w takim porównaniu wypada szybko. Zaważa zawsze chęć odbycia jednego lub drugiego rytuału. Espresso w domu to dla mnie takie skojarzenie: niedziela, spokój, krótka, ale wyczekana przyjemność.
W czym pijesz kawę?
Nie lubię pić w niczym, co jest bardzo ciemne, nie napiłbym się espresso z czarnej filiżanki albo brązowej! W domu najczęściej z tych jasnych, różowych. Lubię kiedy coś trąci klasykiem, nie jest kobaltowe i przesadnie cool tylko na przykład bure z burym, jak ta czarka od Gabi Stramy, mam też kilka super sztuk od Muas Ceramics. Lubię małe kubeczki, w których kawa szybko stygnie i nie przegapia się sweet spotu kiedy najlepiej smakuje.
A w jakim miejscu domu najczęściej zasiadasz z kawą?
Poranną kawę najczęściej wypijam w salonie, na kanapie przy książce, koło 7.00 rano, a później to już różnie. Jak do mnie ktoś wpada to najczęściej przy stole w kuchni, z widokiem na osobliwy szkic Magdy Łapińskiej-Rozenbaum.
Czy ktoś pomagał Ci z zaprojektowaniem mieszkania, czy wszystkie te niuanse to Twoje pomysły?
Wiedziałem, jak chciałbym, żeby to mieszkanie wyglądało, zależało mi na przemyślanym miejscu na ogrom książek, jasnych kolorach, dopracowanych detalach, ale też sentymentalnym nawiązaniu do wspomnień, skąd na przykład zasłonka pod zlewem, która kojarzy mi się z domem mojej babci. Za projekt mieszkania odpowiedzialna jest Ola z Interroom Studio. Przerzucaliśmy się pomysłami i już nie wiem ile tu jest Oli, a ile mnie, ale wspaniale mi się tu mieszka! Co jakiś czas mam też potrzebę zmian, ekspres stoi teraz w zupełnie innym miejscu niż na początku.
Co, poza ekspresem kolbowym, można znaleźć w Twoim kąciku kawowym?
Jest Moccamaster, kilka rodzajów dripperów, wspomniany już Chemex, młynek Fellow Opus. Ale też kilka elementów raczej humorystycznych, figurka żółwia ninja, czy małe pojemniki cargo służące za puszki do przechowywania ziaren kawy, którymi wymieniamy się ze znajomymi.
Przelew czy espresso?
To i to! Mam tydzień albo dwa picia przelewów, potem się tym męczę, wchodzę w espresso, americano i kawki bardziej tradycyjne i tak w kółko. Z Moccamastera wskakuję na Kalitę i V60, najrzadziej chyba sięgam po kawiarkę, ale też ma swoje miejsce w moim sercu i na półce.
Czarna czy z mlekiem?
Zazwyczaj czarna, ale mam też chwile na mleko. Jak ktoś poprosi o mleczną kawę i mam już to spienione mleko w dzbanku, to ja też dla towarzystwa wypiję. Wtedy przypominam sobie, że to nie jest takie złe. Ale jeśli pytasz o ostatni napój przed śmiercią, to jednak czarna!
Szybka kawa czy powolny rytuał?
Powolny rytuał, nawet jeśli to jest espresso na mieście to nie w stylu włoskim, przy barze i pędzę dalej, tylko raczej też to celebruję.
Twoje ostatnie kawowe odkrycie?
Jak byłem u mojej siostry w Anglii to kupiłem Oreę, dripper typu flat bottom. Nie wziąłem ze sobą nic, wszedłem do jednej kawiarni gdzie mieli super produkty, oliwy, kawki fermentowane i patrzę taki śmieszny dripper z dziurą, wziąłem z ciekawości i potrzeby zaparzenia dobrej kawy w domu. To płaskie dno i duży odpływ sprawiają, że woda przepływa szybko i płynnie, a kawa się nie zatyka. Dzięki temu napar wychodzi słodszy, bardziej zbalansowany i z super wyczuwalnymi nutami smakowymi. Ten dripper dał mi dużo przyjemności, byłem u siostry przez tydzień i codziennie dwie-trzy kawki w nim przygotowywałem, pod koniec pobytu byłem specjalistą w temacie Orea!
A z nowości kawowych?
Ktoś mi zwykle przywozi ziarna w ramach prezentu z podróży, albo ja sobie przywożę kawkę skądś na świecie i wtedy testuję nowości, ale poza tym jestem dość przywiązany do sprawdzonych wyborów. Im jestem starszy, tym bardziej doceniam klasykę. Lubię sprawdzone klasyki, czasami nawet americano które jest takie niemodne, w tym roku ani razu nie robiłem tonic espresso. Jak wrócisz do podstaw i zrobisz najbardziej zbalansowane espresso to jest naprawdę wielka przyjemność!



















