Sporo podróżuję, a kawa jest nieodłącznym elementem mojego życia, więc trudno żeby w czasie różnych dziwnych wypraw mogło jej zabraknąć. Wiadomo, że taki czas znacząco odbiega od spokojnych warunków kuchennych, gdzie można pozwolić sobie na wygodną wagę, szklanego chemeksa, ceramiczny dripper czy delikatny serwer na kawę. Trzeba szukać kompromisów między smakiem, a tym, żeby było nietłukąco. Niedawno pojawił się dzbanek, który bardzo dobrze się wpisuje w te wymagania – Hario Insulated Server.

Po co serwer?

To dzbanek, do którego trafia kawa z różnego rodzaju metod przelewowych – V60 czy Gabi. Wygodnie nalewa się z niego kawę, łatwo nim zakręcić, żeby ostudzić i napowietrzyć napar. Jednym słowem – warto mieć. Niestety, warunki podróżnicze mają inne zasady – mało bezpiecznie jest operować szklanym dzbankiem gdzieś w górach, na pikniku czy przyautostradowym parkingu. Stąd pomysł na serwer metalowy, który jednocześnie pełni funkcję termosu.

Lubię kawę z V60. Czysty smak, a jednocześnie pełny i słodki. Do tego, w przeciwieństwie do mocno podróżniczego Aeropressu, można przygotować różne ilości kawy – od małej filiżanki do kilkuset mililitrów. Dlatego opcja przetestowania Hario Insulated Server w czasie wakacyjnego wyjazdu – Mazury, Wilno, Ryga i Tallin – bardzo mnie uradowała.

Wygląd, ale nie tylko

Dzbanek nawiązuje kształtem do innych serwerów firmy Hario. Charakterystyczna, szeroka podstawa zwężająca się ku górze, tworząc trapezową bryłę. Biały, matowy kolor w połączeniu z czarnymi plastikami dają ładny efekt. Stawiając na nim białego dripa, tworzy się zestaw, który zwraca uwagę od razu, o czym przekonałem się parząc kawkę na Mazurach we wspólnej kuchni.

Ponadto, Hario Insulated Server posiada zakrętkę, dzięki czemu szczelnie można zamknąć dzbanek i zabrać ze sobą na przykład do samochodu, bądź śmiało można z nim paradować na ogrodzie, nie martwiąc się o zbyt szybkie wystygnięcie kawy. Aby nalać, wystarczy zwolnić przycisk blokady. Tu nasunęła mi się jedna rzecz, że kawa mogłaby się nalewać wygodniej. Trzeba dość mocno przechylić dzbanek, aby kawa trafiła do szklanki. Sama pokrywka jest szczelna i jak tydzień temu, jadąc samochodem w nocy na drogę chciał się dostać sporej wielkości jeleń, zahamowałem bardzo gwałtownie i wszystkie rzeczy z siedzenia obok wylądowały na podłodze, z serwera nie ulała się nawet kropla. Test na Dziką Przyrodę zdany.

A teraz coś, co chyba najbardziej Was zainteresuje – czyli jak dzbanek trzyma temperaturę. Nie będę się posiłkował tabelkami i wykresami zależności, bo i po co? Naprawdę interesuje Was to, czy w pierwszej godzinie temperatura spadła o pięć stopni, a w drugiej już o siedem i pół? Liczy się smak i praktyka. Kilka dni temu zaparzyłem sobie do niego pół litra kawy z V60 na sześciogodzinną podróż samochodem. Dolewałem sobie co jakiś czas do KeepCupa, dozując tak, by na koniec drogi jeszcze co nieco zostało. Pomimo perturbacji z jeleniem, kawa nadal była wyraźnie ciepła. Oczywiście nie było to te siedemdziesiąt kilka stopni, które były na początku. Poza tym kawy wciąż (niestety) ubywało, wiec i proces stygnięcia przyśpiesza. FIzyki nie oszukamy. Jednak nawet po tak długim czasie napar był przyjemnie ciepły, a to najważniejsze.

hario insulated server

Ale czy to naprawdę innowacja?

Ktoś może zadać pytanie – no dobra, koła nie wynaleźli, przecież są termosy. Tak, są od dawna, są dobre temokubki i termosy we wszelkich rozmiarach. Mają jeden mankament – są zbyt niestabilne, by stawiać na nich dripper wypełniony gorącą zawiesiną, zwłaszcza w warunkach polowych, na nierównym czy miękkim podłożu. Hario Insulated Server ma tu plusa nie do przeskoczenia przez większość podobnych rozwiązań. Wygodnie można postawić na nim dripper i pewnie stoi na ziemi.

Ciekawostka. Dostałem informację z centrali w Kołobrzegu, że termos Hario wprowadził nową jakość życia biurowego dla pracowników. Używają serwerów od kilku miesięcy i picie kawy na ciepło stało się dużo bardziej powszechne. Wystudzona, niewypita kawa (przez telefony, asapy, dedlajny i inne afery), lądowała w zlewie. Dzbanki pomogły zoptymalizować tę część pracowniczego życia.

hair insulated server

Warto dodać, że łatwiej utrzymać go w czystości niż wąski termos. Tu łatwiej wsadzimy rękę, by umyć go w środku i bez problemu sięgniemy dna (he he) gąbką. Nie udało się przeskoczyć problemu występującym w każdym naczyniu podobnego typu – po dłuższym używaniu, po odkręceniu, czuć że w dzbanku znajdowała się kawa. Taka jest specyfika uszczelek, plastików i metalowych pojemników.

Tak więc z Hario Insulated Server wyprawy z dripem są łatwiejsze i bezpieczniejsze, a do tego można cieszyć się ciepłą kawą nie tylko w ciągu kilkunastu minut postoju, ale i w dalszej drodze. W dużej i bardzo dużej ilości, bo termosowy dzbanek jest dostępny w pojemnościach 600 i 800ml.

 

Zamów Teraz!