Nie bez radości zareagowałem otwierając paczkę z nowym espresso miesiąca, wysłaną z kołobrzeskiej centrali. Nigdy nie ukrywałem, że Audun to jeden z moich ulubionych roasterów. A tu proszę – Rwanda z kultowej już, znanej stacji Mahembe od Norwega i debiut wiosny. Taki oto rozkoszny duecik zaskoczył mnie z początkiem marca.

Jak jest wiosna, to wzrastają chęci do działania. Szkoda więc czasu na bajanie, jedziemy z tym!

Aromat suchy

Zapach zmielonej kawy, choć bardzo słodki, nie jest z początku wielce kompleksowy. Na pewno mamy gorzką i mleczną czekoladę, kakao, jakieś maillardowe rzeczy – bardzo klasycznie, żeby nie powiedzieć… nudno. Gdzieś w tle przebija jednak po chwili wyraźnie pieczone jabłko. Polejmy to wszystko wodą!

epresso miesiąca audun

Aromat mokry

I tutaj to pieczone jabłko z poczwarki zamienia się w motyla. Nuty szarlotki przeplatają się ze świeżym, słodkim jabłkiem. Ale to tak ewidentnie, że przypomniało mi się jak miałem sześć lat i mama tarła mi papierówki na takim plastikowym czymś, na papkę. Oprócz tego w tle historie marcepanowo-karmelowe.

Smak

Body przyjemne, jedwabiste, powiedziałbym średnie plus. Wysoka słodycz a’la brązowy cukier i marcepan, dobalansowane świetną, rześką jabłkową kwasowością. Bardzo długi posmak deserowej czekolady. Jest wszystko, co powinno być w dobrej kawie.

espresso miesiąca marzec

Mleko

Kolejny powrót do dzieciństwa. Kiedyś bywały w sklepach jogurty jabłkowe. To se ne vrati chyba. Pamiętam, że polowałem na nie za każdym razem na dziale z nabiałem. I flat white zalany na Mahembe przypomniał mi ten smak! Słodki, gęsty jabłkowy jogurt. Na finiszu nawet jakieś nuty przyprawowe, cynamon, te sprawy. Pyszne!

kawa miesiąca coffeedesk

Receptura

Oto ciekawostka. Test przeprowadzałem na młynku Mahlkonig EK43. Kawę mieliłem do papierowego kubeczka, a z niego po prostu wsypywałem porcję do kolby, starając się zrobić to jak najbardziej równomiernie. Wyszła mi taka finalna receptura:

doza: 18 gramów
uzysk: 38 gramów
czas: 27 sekund

Wykonałem łącznie siedem takich szotów. Siedem razy czas parzenia wyniósł 27 sekund! To naprawdę rzadkość, by espresso parzyło się aż tak powtarzalnie i równo. Przypadek? Nie sądzę. Po prostu początek wiosny.
Zamów Teraz!