Korzystam cały czas z tego, że siedzę na niewygodnym siedzeniu w PKP, oczywiście regio i chcę oderwać myśli od tego, że mnie już wszystko boli i, że kawa mi się skończyła. Tym razem o tym jak to espresso zamieniło się w ekspresso.

Tak, jak napisałem przed chwilą, siedzę w Regio. Ekspresem jechałem może dwa razy w życiu. O Pendolino póki co w ogóle nie myślę. Jednak mój środek transportu i dwa pozostałe mają ze sobą coś wspólnego.

Prędkość.

Zazwyczaj Gość przechodzący przez kawiarnię, a nie przychodzący do kawiarni, pragnie się napić czegoś szybkiego, co by go szybko pobudziło. Najlepiej żeby obsługę, zapłatę i wykonanie kawy załatwić w niecałą minutę. Tempo iście ekspresowe.

– Ekspresso proszę!

Oczywiście espresso jest faktycznie szybką formą przygotowywania kawy ale jej nazwa pochodzi nie od prędkości, a od włoskiego przymiotnika espressivo co oznacza: wyraźny, wyrazisty. Tak, jak powinno smakować espresso. Wyraziście. Być esencją wszystkiego co dobre w ziarnie, oczywiście pod warunkiem, że używamy dobrej jakości kawy. Chociaż w sumie może być równie wyraziste w zły sposób. Może być wyraźnie gorzkie.

ekspresso

Więc, choć parzona w ekspresie i do tego w tempie iście ekspresowym, ekspresso (ani ekspreso lub expresso) nie dostaniemy.

Tylko espresso.

Może zamiast ekspresso lepiej już użyjmy, na przykład, skrótu myślowego – strzał, czy chociażby szot. To tylko propozycja, bo jak dobrze wiemy Polacy nie gęsi, swój język mają, i dobrze! Miejmy! Tak, jak Norwid miał w swoich dziełach, w których stosował swoje neologizmy, tak my je miejmy! Tylko, żeby znaczenia się pokrywały z rzeczywistością i historią danej rzeczy.

Tymczasem za oknem już Poznań Główny.

Plastik siedzenia wycisnął mi nowy kształt mojego kręgosłupa…

kawa w kawiarni