Teasome
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Producent: TEASOME
Powiadomienie o dostępności
Zapisz się do newslettera Coffeedesk, a my poinformujemy Cię, gdy tylko szukany przez Ciebie produkt wróci na nasze półki.
Kupując dobrą kawę w Coffeedesk, sprawdzasz odmianę: Bourbon, Caturra, Gesha. Wiesz, że genetyka krzewu decyduje o połowie tego, co potem czujesz w kubku. Przy herbacie ten sam nawyk zwykle się nie da zastosować – na etykietach widnieje „czarna", „zielona" i w najlepszym razie kraj.
Teasome robi to inaczej. Przy niemal każdej pozycji znajdziesz kultywar – herbacianą odmianę krzewu. Jin Xuan #12 przy tajwańskich oolongach, Hong Yu #18 przy rubinowej czarnej, Saemidori przy gyokuro, Fuding Da Bai przy białej z Fujianu. To ta sama logika, którą znasz z kaw specialty – tylko przeniesiona na liście.
Skąd wziął się pomysł na Teasome?
Z podróży. Agata i Szymon, założyciele marki, wpadli na pomysł na Tajwanie, przy okazji jednej z herbacianych wypraw – i to widać w ofercie, w której tajwańskie oolongi zajmują honorowe miejsce. Założenie mieli od początku proste i trudne zarazem: sprzedawać tylko takie herbaty, które sami piją ze smakiem. Bez zbędnych dodatków, bez sztucznych aromatów.
Efektem jest polska marka herbat specialty, która trafiła do Coffeedesk z tego samego powodu, dla którego trafiają tu małe palarnie: bo wiadomo, co jest w środku, skąd to pochodzi i kto to zrobił. Pozostałe marki znajdziesz w naszej kategorii herbat.
Kultywar, czyli herbaciana odmiana – co to zmienia w kubku?
Kultywar to wyhodowana odmiana krzewu herbacianego, oznaczana nazwą albo numerem. Tak jak w kawie Gesha da co innego niż Catuai, tak w herbacie Jin Xuan da co innego niż Qing Xin – nawet przy identycznej obróbce i z tego samego ogrodu. Oto najciekawsze przypadki z oferty Teasome:
| Kultywar | Skąd | Gdzie go znajdziesz | Co wnosi |
|---|---|---|---|
| Jin Xuan (#12) | Tajwan | Golden Lily Oolong, Milk Oolong, Frozen Peak, Port Wine Oolong | naturalny mleczny posmak – ten krzew sam z siebie pachnie krówkami, bez żadnych aromatów |
| Hong Yu (#18) | Tajwan, odkryty w 1999 | Ruby #18 (czarna) i White Ruby (biała) | aromat mentolu, kamfory i lasu iglastego – jeden z najbardziej nietypowych profili w herbacie |
| Yunnan Da Ye | Yunnan, Chiny | Golden Tips, Osmanthus Golden Tips, Earl Grey Natural, Ya Bao, Amber Heart | duże liście i wyjątkowa wydajność – jedna porcja wytrzymuje wiele parzeń |
| Saemidori | Kagoshima, Japonia | Gyokuro Saemidori | intensywne umami i słodycz przy niskiej goryczy; kultywar ceniony w cieniowanych herbatach |
| Yabukita / Asanoka | Kagoshima, Japonia | Sencha Yamabuki, Genmaicha Yamabuki | Yabukita to japoński standard, Asanoka to kultywar z lat 90. dorzucający owocowe nuty |
Najciekawszy przypadek z tej tabeli to Hong Yu #18. Ten sam tajwański kultywar występuje u Teasome w dwóch zupełnie różnych herbatach: jako czarna Ruby #18 i jako rzadka biała White Ruby. Ten sam krzew, inna obróbka – i można je zestawić obok siebie w domu. To dokładnie ten typ porównania, który w świecie kawy robi się na cuppingu.
Co znajdziesz w herbatach Teasome poza klasyką?
Przekrój jest szeroki i mocno przechylony w stronę Azji Wschodniej – bez brytyjskich mieszanek śniadaniowych, za to z rzeczami, których w polskich sklepach po prostu nie ma.
- Port Wine Oolong – chiński oolong z Fujianu leżakowany w beczkach po portugalskim winie Porto. Efekt współpracy chińskich plantacji, portugalskich winnic i mikroplantacji Cha Camelia pod Porto. W kubku czerwone wino, powidła śliwkowe i porzeczka.
- GABA Oolong – i tu ukłon w stronę kawy: powstaje przez beztlenową obróbkę świeżych liści, czyli dokładnie to, co w kawie nazywamy anaerobic. Technologia z lat 80., zaprojektowana pod wytworzenie kwasu gamma-aminomasłowego. Smakowo: truskawka, arbuz, syrop klonowy.
- Ya Bao Wild Buds – biała herbata z pączków spoczynkowych dzikich drzew herbacianych z Yunnanu, zbieranych na początku roku. Gdyby ich nie zerwano, wyrosłyby z nich gałęzie, nie liście. Napar nie zgorzknieje nawet po kilku godzinach we wrzątku.
- Amber Heart Ripe Pu-Erh – bryłki w kształcie serca, po chińsku Lao Cha Tou. Powstają na samym spodzie stosów fermentacyjnych, gdzie spływają cukry z całej partii – stąd są wyraźnie słodsze od typowego pu-erh shu.
- Hojicha Sand Roasted – prażona na piasku, techniką z okresu Edo, z dużymi łodygami zamiast drobnicy. Jest też jej sproszkowana wersja pod hojicha latte i wypieki.
- Desert Rose – pączki róży damasceńskiej z oazy Hetian na pustyni Taklimakan. Nie herbata, tylko susz kwiatowy, ale rzadkość na europejskim rynku.
Do tego dwie matche – Keiki z drugiego zbioru na start i Aoba z Kyoto, z pierwszego zbioru, cieniowana ponad trzy tygodnie i mielona tuż przed wysyłką z Japonii. Do jej przygotowania przyda się chasen i reszta akcesoriów do matchy.
Styl europejski czy gongfu – jak parzyć herbaty Teasome?
To rzecz, która odróżnia opisy Teasome od większości marek herbacianych: przy jednej herbacie dostajesz dwa albo trzy różne przepisy, nie jeden. I to nie jest komplikowanie życia – to dwie różne filozofie picia.
Styl europejski to duży kubek i długie parzenie: około 5 g liści na 250 ml, dwie do pięciu minut, dwa lub trzy zalania. Wygodny, przewidywalny, dobry na co dzień.
Styl gongfu odwraca proporcje: 5–6 g na zaledwie 100 ml wody, za to parzenia trwają kilkanaście do kilkudziesięciu sekund i powtarza się je sześć, siedem razy, wydłużając każde kolejne o kilkanaście sekund. Dostajesz serię małych, intensywnych naparów, z których każdy smakuje inaczej. To bliski krewny kawowego cuppingu – tyle że rozłożony w czasie.
Który wybrać? Przy Da Hong Pao, Golden Monkey czy Red Water Oolong gongfu wyciągnie zdecydowanie więcej – te herbaty są budowane pod wielokrotne zalewanie. Przy Earl Greyu i mieszankach ziołowych europejski styl w zupełności wystarczy. Do gongfu przyda się mały zaparzacz do herbaty i czajnik z regulacją temperatury.
Cold brew działa też na liściach
Trzeci przepis, który Teasome podaje przy większości herbat: 10–15 g liści na litr zimnej wody, dwanaście godzin w lodówce. Mechanizm jest identyczny jak przy kawach do cold brew: zimna woda prawie nie wyciąga garbników, za to powoli uwalnia cukry. Osmanthus Golden Tips przygotowany w ten sposób smakuje jak brzoskwiniowa ice tea, a Ya Bao – jak coś zupełnie innego niż na gorąco.
Dlaczego herbaty Teasome trafiły do Coffeedesk?
Rzecz, która przy czytaniu kart produktów Teasome rzuca się w oczy najbardziej: ta marka nie boi się powiedzieć, że rynek herbaty bywa zepsuty – i pokazać dokładnie gdzie.
- O milk oolongu: „coraz popularniejszy na zachodzie milk oolong to najczęściej herbata bardzo niskiej jakości, którą traktuje się sztucznymi substancjami smakowymi". Po czym Teasome pokazuje Golden Lily – kultywar, który mlecznie smakuje sam z siebie.
- O genmaisze: zwykle robi się ją z banchy, czyli herbaty drugiego zbioru „zazwyczaj niezbyt wysokiej jakości", bo ryż i tak zamaskuje słabe liście. Teasome używa senchy z pierwszego zbioru – ryż ma wzbogacać, nie ukrywać.
- O Earl Greyu: „choć jest ich na rynku tysiące, to tylko nieliczne są naprawdę autentycznym produktem". Ich wersja to czarna herbata z pierwszego zbioru plus naturalny olejek eteryczny z bergamotki, bez syntetyków.
- O Da Hong Pao: marka otwarcie przyznaje, że oryginalne krzewy macierzyste nie są już wykorzystywane do produkcji, a wszystko, co dostępne pod tą nazwą, to blendy kultywarów skalnych. Zamiast sprzedawać legendę – tłumaczy, jak jest.
To rzadka postawa, i akurat taka, którą w Coffeedesk lubimy najbardziej: lepiej powiedzieć klientowi prawdę o kategorii, niż sprzedać mu mit.
Bez kofeiny i bez herbaty – co jeszcze oferuje Teasome?
Osobna część oferty to napary, które herbatą nie są, choć trafiają do tego samego kubka. Rooibos Original z RPA – zero kofeiny, miodowa słodycz, przetwarzany podobnie do czarnej herbaty. Wild Berries – mieszanka suszonych owoców i kwiatów, która „smakuje jak kompot z owoców leśnych" i, co ważne, nie zawiera żadnych substancji aromatyzujących. Flowers & Herbs z lawendą i rumiankiem na wieczór, Egyptian Mint na miętę nana i Moroccan Blend – zieloną herbatę z miętą w proporcji dwie trzecie do jednej trzeciej, czyli klasykę pustynnego poczęstunku.
Wszystkie sprzedawane są jako herbaty sypane – w tej ofercie nie ma ani jednej saszetki, co przy takich liściach akurat ma sens.
Ten sam krzew, dwie zupełnie różne herbaty
Wróćmy na koniec do Hong Yu #18, bo to najlepsza rzecz, jaką ta oferta ma do zaproponowania komuś, kto lubi rozkładać smaki na czynniki pierwsze.
Tajwański kultywar rubinowy, odkryty w 1999 roku, występuje u Teasome dwukrotnie. Jako Ruby #18 – mocna czarna herbata o rubinowym naparze, z sosną, kamforą i dojrzałą pigwą, z wyraźnym pokrewieństwem do Assamu, bo w okolicach Sun Moon Lake sadzono krzewy sprowadzone z Birmy. I jako White Ruby – rzadka biała herbata o fioletowych refleksach na liściach, z cyprysem, kamforą i zielonym jabłkiem.
Ten sam materiał wyjściowy, dwie różne drogi, dwa zupełnie różne kubki – a mentolowo-kamforowy podpis kultywaru słychać w obu. Jeżeli szukasz w herbacie tego samego, czego szukasz w dobrej kawie – czyli momentu, w którym rozumiesz, skąd bierze się smak – to właśnie od tej pary warto zacząć.
FAQ
Kto stoi za marką Teasome?
Agata i Szymon, którzy wpadli na pomysł marki podczas jednej z herbacianych podróży na Tajwan. Od początku przyjęli zasadę, że będą oferować wyłącznie herbaty, które sami piją ze smakiem – naturalnie wysokiej jakości, bez zbędnych dodatków i sztucznych aromatów. Teasome to polska marka, choć jej oferta opiera się na bezpośrednio wybieranych herbatach z Chin, Japonii i Tajwanu.
Czym jest kultywar i dlaczego Teasome go podaje?
Kultywar to wyhodowana odmiana krzewu herbacianego, oznaczana nazwą albo numerem – dokładnie tak, jak w kawie oznacza się odmianę botaniczną. Ma realny wpływ na smak: tajwański Jin Xuan sam z siebie daje mleczno-maślany posmak, Hong Yu #18 wnosi nuty mentolu i kamfory, a japońska Saemidori intensywne umami. Podanie kultywaru pozwala świadomie wybierać herbatę po charakterze, a nie tylko po kolorze naparu.
Czym różni się styl gongfu od europejskiego?
Proporcjami i czasem. W stylu europejskim zalewasz około pięciu gramów liści na 250 ml wody i parzysz kilka minut, powtarzając dwa lub trzy razy. W stylu gongfu bierzesz podobną ilość liści, ale na zaledwie 100 ml wody, a pojedyncze parzenie trwa od kilkunastu do kilkudziesięciu sekund i powtarza się je nawet sześć czy siedem razy, wydłużając każde kolejne. Dostajesz wtedy serię krótkich, intensywnych naparów, z których każdy smakuje trochę inaczej.
Czy herbaty Teasome zawierają sztuczne aromaty?
Nie – to jedno z podstawowych założeń marki. Tam, gdzie pojawia się aromat, pochodzi on z realnego składnika: Earl Grey Natural aromatyzowany jest naturalnym olejkiem eterycznym z bergamotki, Jasmine Green przechodzi trzykrotne aromatyzowanie świeżo ściętymi pąkami jaśminu układanymi warstwami między liśćmi, a Osmanthus Golden Tips zawiera suszone kwiaty osmantusa. Mieszanka owocowa Wild Berries powstaje wyłącznie z suszonych owoców i kwiatów, bez substancji aromatyzujących.
Którą matchę Teasome wybrać?
Zależy od zastosowania. Keiki pochodzi z drugiego zbioru i jest pomyślana jako matcha na start – sprawdzi się z wodą, z mlekiem i w wypiekach, a przy tym nie ma wyraźnej goryczki. Aoba to matcha z pierwszego zbioru z prefektury Kyoto, cieniowana ponad trzy tygodnie i mielona tuż przed wysyłką z Japonii, więc lepiej pić ją w lekkim stylu usucha, z samą wodą. W ofercie jest też sproszkowana hojicha, czyli alternatywa dla matchy w wersji prażonej, przeznaczona głównie do latte i deserów.
Czy herbaty Teasome nadają się do cold brew?
Większość tak i producent podaje przy nich konkretne proporcje: zwykle od dziesięciu do piętnastu gramów liści na litr zimnej wody, dwanaście godzin w lodówce. Zimna woda niemal nie wyciąga garbników, więc napar wychodzi słodszy i gładszy niż na gorąco. Szczególnie polecane w tej formie są Osmanthus Golden Tips, który przypomina wtedy brzoskwiniową ice tea, Ya Bao, Golden Tips oraz mieszanki ziołowe i owocowe.